sobota, 4 sierpnia 2012

"Łowcy głów" Jo Nesbo

źródło: lubimyczytac.pl
Nota od wydawcy:
Roger Brown uważa się za najbardziej niedocenianego łowcę głów w Norwegii. Ma zbyt piękną żonę i zbyt drogą willę, dlatego zbyt często musi kraść dzieła sztuki. Kiedy poznaje Clasa Greve’a, szczęśliwego posiadacza bezcennego obrazu Rubensa, niezwłocznie postanawia wykorzystać szansę i zrobić decydujący krok w stronę finansowej niezależności.

Wartka akcja toczy się w świecie finansowej elity i przestępczym podziemiu. Morderstwa, spektakularne pościgi samochodowe i oszałamiające tempo. Polowanie na głowy naprawdę się zaczęło
.


Moja opinia:
Tyle razy powtarzałam na tych stronach, że nie lubię kryminałów, a wciąż jakoś wpadają mi w ręce i je czytam, zakrawa to już na hipokryzję ;-). Prawda jest taka, że przeczytam, owszem, choć moim ulubionym gatunkiem literackim są powieści obyczajowe. Koniecznie te w miarę realne, bez nadmiernie wybujałej i nierzeczywistej fabuły.

Moje pierwsze spotkanie z Jo Nesbo. Zetknęłam się z takim wychwalanie autora na wielu blogach, że nie mogłam zostawić ot, tak sobie, tej książki na bibliotecznej półce. Nie pożałowałam decyzji.

Najbardziej mnie ujęło to, że Jo Nesbo jest mistrzem suspensów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Całkowicie się zgadzam z opinią Publishers Weekly, która porównuje lekturę do oszałamiającej jazdy roller-coasterem. Za to duże brawa. Drugim plusem dla mnie jest, że książkę czyta się niczym dobrą powieść obyczajową z wątkiem kryminalnym. Trzecią zaletą jest świetna konstrukcja fabuły. Do połowy autor stopniowo wzmaga zainteresowanie, a później to już jazda z górki bez trzymanki. Książka trzyma w napięciu, pełna jest niedopowiedzeń, zaskoczeń, z nieprzewidywalnym zakończeniem. To wszystko sprawia, że książkę czyta się sprawnie, szybko, nie mogąc doczekać się końca.

Niestety dostrzegłam też minusy w powieści. Po pierwsze, niejasności. Wiem, że potęgują ciekawość  i na tym polega kryminał, że nie wszystko wykłada się od razu kawę na ławę. Ale brak wyjaśnienia głównej przyczyny całej serii wydarzeń zachwiało nieco mocną ocenę książki. Po drugie, rażąca nieznajomość podstawowych technik kryminalistycznych. Oczywiście, nie każdy musi być wybitnym znawcą w tej dziedzinie, ale podjęcie się napisania książki kryminalnej zobowiązuje do zapoznania się z teorią pracy detektywistycznej lub chociaż do konsultacji z ekspertem. Przyglądałam się nieudolnym zabiegom autora z pobłażliwą ironią. W dobie DNA zerowa wykrywalność sprawców obraża wręcz inteligencję czytelnika. A to tylko wierzchołek góry lodowej. Przez takie niedociągnięcia książka traci wiarygodność. Panie Nesbo, trzeba to koniecznie poprawić! Proponuję lekcje u Jeffery’ego Deavera.

Mimo wszystko książka zasługuje na przeczytanie, a po przymknięciu oka na powyższe minusy, można powiedzieć, że jest rewelacyjna. Polecam nie tylko wielbicielom kryminałów.


Moja ocena: 5/6


Pozdrawiam,

środa, 25 lipca 2012

Stosik biblioteczny 4.

Kolejny stosik. Dla mnie skromnie. Od kiedy wprowadzili w naszej bibliotece nowe zasady, biorę po 4 książki (po jednej na 7-10 dni). Nie powiem - mobilizuje mnie to do większej aktywności w czytaniu ;-).



Od góry:
  • Balsam dla duszy na Boże Narodzenie - bo lubię Balsamy, cóż, że pora nie ta ;-),
  • Stephenie Meyer. Biografia autorki cyklu Zmierzch - jak w tytule
  • Szczęściara - autobiografia autorki Nostalgii anioła, czyli Alice Sebold
  •  Berek - to w przedmowie tej książki Tomasz Raczek ujawnił swoją orientację seksualną, oczywiście to nie była główna przyczyna wyboru ;-).


Córka "czyta" przeważnie jedną książkę dziennie, więc może sobie pozwolić na więcej wypożyczeń. Chciałabym czytać w takim tempie ;-) Jej stosik:



    Od góry:

    • Smerfy. Śnieżny stwór - już to mieliśmy, ale Lila chciała sobie przypomnieć, poza tym nie było innych Smerfów ;-),
    Tradycyjnie Frankliny:
    • Franklin. Przyjęcie u cioci Lusi,
    • Franklin pomaga pokonać tremę,
    I oczywiście Martynki, nie mogło ich zabraknąć:
    • Martynka chroni przyrodę,
    • Martynka w pociągu,
    • Martynka w zoo.

    Książki pojadą z nami na wakacje.


    Pozdrawiam,

    niedziela, 22 lipca 2012

    "Listy miłosne" Antologia

    źródło: lubimyczytac.pl
    Nota wydawcy:
    Opowiadania w formie listów miłosnych muszą być dojmująco szczere i pełne niezwykłych wyznań. I są! A za każdym listem kryje się wyjątkowa historia. Zaskakuje różnorodność, z jaką znani pisarze podeszli do tematu. ze skrzydełkami Miłosne listy łączą młodego wielbiciela baletu i słynną tancerkę, czeczeńskiego żołnierza i piękną Polkę czy parę dawnych kochanków-naukowców. Zdumiewający list, wysłany zza grobu, tłumaczy niesamowitą przygodę pewnego XIX-wiecznego pastora i oberżystki, a w innym zdradzona doktorantka przyznaje się do wyrafinowanej zemsty. Wszystkie opowiadają o najważniejszych ludzkich uczuciach... na serio i z humorem, romantycznie i ironicznie.

    Moja opinia:
    Antologia. Zbiór listów napisanych przez 11 autorów na potrzeby tej książki. Listy miłosne napisali:
    - Anna Bolecka: Czeczeńska piosenka 
    - Natasza Goerke: Mżawka na Dachu Świata 
    - Manuela Gretkowska: Nieślubny list do męża 
    - Inga Iwasiów: Badania literackie zagranicą 
    - Hanna Kowalewska: Z herbaciarni 
    - Wojciech Kuczok: Ostatnie błogosławieństwo Ernsta Unckla 
    - Magdalena Miecznicka: Kobieta taka jak Ty 
    - Anna Nasiłowska: Dwa niewysłane listy 
    - Joanna Szczepkowska: Kiedy gasną światła 
    - Monika Szwaja: Piękny to był epizod 
    - Janusz Leon Wiśniewski: Ranking emocji 


    Tak jak lubię wydane felietony, tak antologię również mi odpowiadają, z tych samych powodów. W odróżnieniu od tych pierwszych poszczególne rozdziały czytamy jakby odrębną mini-książkę. Trzeba się przestawić na kolejnego autora, jego styl, stworzony klimat, charakter opowiadania, pomysł na formę listu, itd. Nie każdy lubi takie przeskoki. Ja akurat – tak ;-).

    Moje ulubione: Z herbaciarni, Kiedy gasną światła, Piękny to był epizod…, Ranking emocji.

    Zaskoczyła mnie Joanna Szczepkowska. W sumie nie wiem czego się spodziewałam, bo nigdy nie miałam do czynienia z nią jako autorką, ale pierwsze spotkanie było bardzo pozytywne i obiecujące. Zaczarowała mnie forma listu-opowiadania, historia miłości opowiedziana w liście (właściwie dwie – jedna liryczna, platoniczna do adresatki, druga jakby w tle, ale realna, ważniejsza), pomysł, lekkość pisania. Historyjka jest opowiedziana zwięźle, na temat, ciekawie, zaskakująco, humorystycznie. Puenta mnie „powaliła”.

    W bardzo podobnej formie, co mnie nieco zdziwiło, jest kolejny list Moniki Szwai. Również bardzo ciekawie napisany, z konsekwentnym choć nieco zwodniczym naprowadzaniem, wzrastającym napięciem i zaskakującym zakończeniem. Czytałam, że autorka ma w swoim dorobku książkę kryminalną. Po tym opowiadaniu mniemam, że w kryminałach musi być bardzo dobra. Bo przyznam szczerze, że dotychczasowo przeczytane przeze mnie powieści nie powaliły mnie na kolana. Ot, takie babskie czytadła, ckliwe romansidła z nieprawdopodobnym happy-endem. W kryminałach może być inna, i na to liczę.

    To było również moje pierwsze spotkanie z Hanną Kowalewską. Choć słyszałam wiele pozytywnych opinii na temat jej książek i bardzo chciałam przeczytać wiele z nich, do jakoś do tej pory nie miałam okazji. Po tym opowiadaniu chcę je poznać jeszcze bardziej. Będę polować w bibliotece na książki tej autorki. Bardzo ciekawa, niespotykana u innych autorów forma opowiadania. Czytamy treść listu, ale całe clou historii dzieje się poza nim. Poznajemy po kawałku całe zdarzenie, równolegle z e-maila i z bieżącej akcji. Choć dość szybko się domyśliłam dokąd zmierza finał, to przyjemnie się to czytało. Nietypowa, dziwna nawet, relacja między żoną a kochanką, bo bez bezpośredniego kontaktu. List-terapia żony z jednoczesnym rozwianiem złudzeń kochanki.

    Janusz Leon Wiśniewski. Historia pożądania, nienawiści i zemsty, ale czy miłości? Nie, tego uczucia bohater historii nie nazwał, bo go nie znał. Ale innych emocji z pewnością nie brakowało, od emocji aż kipiało. Przykład na to jak miłość zranionej kobiety może się przerodzić w nienawiść i okrutną zemstę. Kolejne listy są zapisem ewolucji uczuć.

    Pozostałe: przeczytałam, zapomniałam.

    Polecam jako przerywnik, lekkie czytadło w sam raz na wakacje.

    Moja ocena: 4/6

    Pozdrawiam,

    środa, 4 lipca 2012

    "Różowe tabletki na uspokojenie" Krystyny Jandy

    Nota wydawcy:
    Wybór felietonów Krystyny Jandy opublikowanych "Urodzie", w latach 1997-2001 i w "Pani" w latach 2001-2002. Pełne ciepła, humoru i zaskakujących spostrzeżeń teksty znakomitej aktorki jeszcze raz potwierdzają jej niezwykłą wrażliwość i dar obserwacji. Janda mówi o sprawach codziennych z taką samą pasją, z jaką opowiada o swych inspiracjach, życiu i sztuce. Nawet w błahych zdarzeniach potrafi dostrzec treści godne uwagi, a te najważniejsze odkrywają przed nią zupe³nie nowe znaczenie.




    Od autorki (z okładki):
    Pisanie jest dla mnie potrzebą i swoistą terapią, lekarstwem na uspokojenie, bezsenne noce, kłębiące się myśli, na wieczną we mnie potrzebę "kreacji".

    Chciałabym podziękować wszystkim, którzy mnie do tego namówili i wciąż namawiają. Tym, którzy sekundują mi, wysłuchując, często nocą, przez telefon, moich zapisków. Dziękuję moim kolejnym "szefowym" w gazetach, Bożenie Janickiej, gotowej zawsze doradzić, ocenić, dodać otuchy. Bożenie, która zresztą twierdzi, że pisanie to mój największy talent, co w ustach krytyka filmowego w stosunku do aktorki jest wątpliwą pochwałą. Dziękuję przyjaciołom, a przede wszystkim rodzinie: mamie, mężowi, dzieciom, że zgadzają się na te publiczne zwierzenia, przyjmują je z uśmiechem i zaufaniem, wiedząc, że często są ich bohaterami. Czasem tylko moi mali synowie sugerują, że powinnam im "odpalić trochę kasy" za współautorstwo. Dziękuję im za "użyczenie" własnego życia, mimo świadomości, że cokolwiek, kogokolwiek bym opisywała, zawsze piszę w gruncie o sobie samej, bo inaczej nie potrafię. 



    Moja opinia:
    To już któraś z kolei książka Krystyny Jandy. Chętnie po nie sięgam. "Różowe tabletki na uspokojenie" to zbiór felietonów drukowanych w "Pani" i "Urodzie". Zresztą większość książek Pani Krystyny to zbiór felietonów, poza "malpami", które są zapiskami w dzienniku internetowym. Nie wyobrażam sobie by mogło być inaczej, by napisała książkę jednym ciągiem, bo jest osobą tak aktywną zawodowo i tak niesłychanie zajętą. Mam nadzieję, że kiedyś to jednak nastąpi i będziemy mogli nacieszyć się jej prozą (a może i poezją?) w dłuższej formie. Może pójdzie śladami Mickiewicza, który wziął urlop w pracy by napisać Pana Tadeusza ;-) (humor z zeszytów szkolnych)?

    Pan Krystyna jest osobą z wielką pasją i ta pasja przejawia się nie tylko na scenie, ale niejako jest wpisana w jej charakter. Emocje wyłaniają się z każdej kartki - gniew, zdumienie, strach, zrozumienie, wzruszenie, miłość, każda empatycznie i obrazowo przekazana czytelnikowi. Ma sprecyzowane poglądy, jest zdecydowana w działaniu - kobieta czynu. Wnikliwie obserwuje codzienność, ale opisuje to wszystko bardzo obiektywnie i z dystansem. Pisze ogólnie o życiu. Pojawia się oczywiście praca, bardzo ciekawe dla szarego człowieka opisy scenek z życia zawodowego, nieznane, czasem smutne, czasem zabawne, ale zawsze ciepłe wzmianki o sławnych ludziach. Miło jest spojrzeć na te znane nam z mediów postaci innym okiem, jak na zwyczajnych ludzi (wyłączając oczywiście kwestie zawodowe). Dużo tu opisów scenek rodzajowych z różnych miejsc publicznych: u fryzjera, na ulicy, w sklepie, na bankiecie, itd. Łączy je wszystkie relacja trafna, realna, z dużą dozą humoru i odrobiną ironii. Autorka dostrzega absurdy rzeczywistości, ale nie boi się wspomnieć o własnych gafach i słabostkach. Czyni to w sposób lekki, ciepły, ludzki, z przymrużeniem oka, co tylko sprawia, że jeszcze bardziej ją lubimy.

    Felietony pochłonęłam niczym zasłuchana osobistymi opowiadaniami Pani Jandy. A czytałam z uśmiechem, z refleksją. Lektura działa jak tytułowe różowe tabletki - uspokaja, wycisza, ale i relaksuje. Warto poznać autorkę od innej strony, nie czysto zawodowej. Po lekturze mogę stwierdzić, że jest to osoba stanowcza, zdecydowana, mądra, ciepła, przenikliwa, ludzka, empatyczna i pełna zrozumienia. Czuję, że mogłabym ją polubić jako człowieka, choć pewnie by mnie onieśmielała ;-).
     
    Jeżeli macie awersję na książki celebrytów, którzy wydają tłumnie i z szumem swoje "mądrości", to polecam książki Krystyny Jandy, które zdecydowanie przełamują ten niechlubny schemat. Takim autorom-celebrytom (choć to na pewno pejoratywne określenie w stosunku do Pani Jandy) mówimy stanowcze: "TAK"! Więcej takich książek!

    Moja ocena: 5,5/6

    Pozdrawiam,

    poniedziałek, 25 czerwca 2012

    "Franklin wymienia się kartami" Sharon Jennings oraz inne książki z tej serii


    źródło: Wydawnictwo Debit
    Nota wydawcy:
    Nowa seria przygód dobrze znanego dzieciom zielonego żółwia, występującego w kilkudziesięciu pozycjach książkowych, w animowanym serialu telewizyjnym oraz w kilku pełnometrażowych filmach. W tej serii każda książka zawiera pełną przygodę Franklina i jego przyjaciół, tyle że przedstawianą w skrócie i opisaną łatwym językiem. Proste zdania i nieskomplikowane słowa to zachęta dla dziecka, które właśnie uczy się czytać. Przedszkolaki mają doskonałą okazję, by zacząć naukę czytania ze swoim ulubionym bohaterem, a sześciolatki i starsze dzieci zapewne przeczytają łatwy tekst samodzielnie. W tej serii ukazano przygody znane dzieciom z telewizji, jednak zawsze w nieco zmienionej wersji – bez niespodzianki nie byłoby przecież zabawy.




    Moja opinia: 
    "Franklin wymienia się kartami" to nowy pomysł na kolejną książeczkę. Franklin zaczyna kolekcjonować karty z superbohaterami. Zaraża tą pasją swoich przyjaciół. To książka o zwykłym zbieraniu kart, a uczy systematyczność, konsekwencji w dążeniu do celu, koleżeńskości, współpracy, wspaniałomyślności. 

    Sympatycznego żółwika Franklina zna chyba każde dziecko. Jeśli nie z którejś z licznych książeczek to chociaż z telewizji. My najpierw poznaliśmy Franklina ze szklanego ekranu. Poznaliśmy i polubiliśmy, dlatego gdy zobaczyliśmy książeczkę, po wydaniu okrzyku: O! Franklin!, bez wahania wzięliśmy ją z półeczki. Od tej chwili ta seria książeczek jest w stałym repertuarze czytelniczym i nie opuszczamy bez niech biblioteki. Franklin jest małym żółwiem i wraz ze swoimi przyjaciółmi przeżywa masę przygód - tych codziennych i tych niezwykłych. Miło jest mu towarzyszyć. Mały czytelnik, zasłuchany, mimochodem poznaje świat. Żółwik uczy poprzez swój przykład prawidłowych zachowań i właściwego postępowania. Oprócz funkcji dydaktycznych seria przede wszystkim bawi i pozwala bardzo przyjemnie spędzić czas. Jako, że Franklin jest żółwim chłopcem książki na pewno spodobają się chłopczykom, ale nie ujednolicajmy, dziewczynki też bardzo lubią tę serię.

    Książki są idealne dla dziecka uczącego się czytać samodzielnie - litery są duże, wyraźne i nie sprawiają problemu niewprawnemu jeszcze czytelnikowi. Napisana przystępnym i zrozumiałym językiem. Tekst nie za długi, nie za krótki, w sam raz by dziecka nie znużyć i nie zmęczyć. W przerwach można pooglądać kolorowe, adekwatne do sytuacji rozwijającej się w książce (nie zawsze tak jest!), ilustracje. Młodsze chętnie posłuchają jak czyta mama i pooglądają obrazki.

    Wspomnianą wyżej książkę napisała Sharon Jennings, tworzy ona serię o Franklinie razem z Paulette Bourgeois i Brendą Clark. Oto jakie przykładowo książki znajdziecie w kolekcji:
    • Franklin i noc pod namiotem
    • Franklin i niespodzianka
    • Franklin wielkim odkrywcą
    • Franklin mały zapominalski
    • Franklin świętuje
    • Franklin i wróżka Zębuszka
    • Franklin mały chwalipięta
    i wiele, wiele innych.

    Polecam całą serię!

    Moja ocena: 5,5/6

    Pozdrawiam,


    czwartek, 21 czerwca 2012

    "Czułość i obojętność" Romy Ligockiej

    źródło: lubimyczytac.pl
    Nota od wydawcy:

    Kiedy myślisz, że już dochodzisz do sedna, ukazuje się kolejna tajemnica!

    Opowieści szkatułkowe, mistrzowskie połączenie codziennych obserwacji i wydarzeń z przeszłości, skłaniające do refleksji nad tym, co jest naprawdę w życiu ważne

    Autorka w najnowszym tomie felietonów, "Czułość i obojętność" z właściwą sobie życiową mądrością doskonale opisuje istotne punkty na naszych życiowych mapach. Jak nadać życiu właściwy kierunek, tęsknoty, które tkwią w każdym z nas: za ładem w życiu, sensem, stabilnymi korzeniami, za miłością i szacunkiem.

    Roma Ligocka odpowiada na wzorowane na kwestionariuszu Prousta pytania, które choć proste na pierwszy rzut oka, okazują się fundamentalne, pokazując rzeczywistość z niezwykłą głębią i trafnością oraz złożonością. Wielka gratka dla wszystkich miłośników jej twórczości oraz tych, którzy chcą bliżej poznać Autorkę.




    Moja opinia:


    Zbiór felietonów w formie rozbudowanych odpowiedzi na pytania. Część z nich była drukowana w "Pani", część została napisana na potrzeby tej książki. Jak już kiedyś pisałam, lubię tę formę wypowiedzi, bo można sobie dawkować lekturę, rozmyślać pomiędzy rozdziałami, zapomnieć o niej i wrócić za jakiś czas nie gubiąc wątku. Ta książka była jednak na tyle wciągająca, że skończyłam ją w bardzo krótkim czasie. Czyta się szybko i przyjemnie. Przypomina mi przyjacielską rozmowę ze starszym, bardziej doświadczonym człowiekiem. Taka idea życia z jego perspektywy. Bardziej wnikliwi, przeglądając spis treści, z pewnością zauważą, że autorka początkowo odpowiada na pytania z "Kwestionariusz Prousta" (więcej dowiecie się o nim z np. tej strony) z tym, że nie są to krótkie, szybkie skojarzenia, jej wypowiedzi są bardziej wnikające i rozbudowane. Taka "zabawa" to prosty sposób na poznanie światopoglądu drugiej osoby.

    Znajomość z Panią Romą rozpoczęłam od "Dziewczynki w czerwonym płaszczyku" - ach, cóż to była za powieść! Wspomnienia, te trudne, smutne, powracające, ale i chwile dla których warto zapomnieć o tych wydarzeniach i cieszyć się życiem. Ale nie o tej książce miało być... Przy okazji jednak polecam tę pozycję, można od niej zacząć poznawanie książek tej autorki. Wracając do tematu - "Czułość i obojętność", choć pisana w innej formie, również porusza biograficzne wątki. Wraca do czasów dzieciństwa, młodości, wspomina rodzinę, przyjaciół. Widać jak wydarzenia z przeszłości kształtowały osobowość Pani Ligockiej i jej poglądy na świat. Wyłania mi się osoba miła, ciepła, wrażliwa, zachowawcza, ale zarazem ciekawa ludzi, ze zdrowym dystansem, potrafiąca odnaleźć się w różnych warunkach i sytuacjach, z dużym poczuciem piękna i estetyki. Ciekawe czy odpowiada moim wyobrażeniom?

    Nie sposób wspomnieć, że wszystkie swoje książki Roma Ligocka ilustruje sama. Możemy się więc przy okazji zapoznać z jej twórczością malarską. Są to portrety, w większości kobiet, w  niepowtarzalnym,  charakterystycznym dla niej stylu. Uwielbiam umieszczany na nich motyw odręcznego pisma.

    Reasumując: polecam, jeżeli jesteście zainteresowani odpowiedziami autorki m.in. na takie pytania:
    Fiołki czy róże?
    Kim albo czym chciałabym być, gdybym nie była tym czym jestem?
    Czego nie cierpię ponad wszystko?
    Gdzie chciałabym żyć?
    Jak chciałabym umrzeć?

    Moja ocena: 5/6

    Pozdrawiam,

    poniedziałek, 18 czerwca 2012

    "Nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham" Sama McBratney'a

    źródło: lubimyczytac.pl




    Nota od wydawcy:
    Czasami szuka się słów, żeby komuś powiedzieć, jak bardzo go kochamy. Ale miłość niełatwo jest zmierzyć. Wiedzą o tym najlepiej Mały Brązowy Zajączek i Duży Brązowy Zając z tej pięknej i wzruszającej opowieści o uczuciach, cieple i zrozumieniu.





    Moja opinia:
    Książeczka o wyrażaniu uczuć. Mały Zając mówi Dużemu Zającowi jak bardzo go kocha. Duży Zając zawsze znajdzie sposób, aby powiedzieć Małemu Zającowi, że kocha go jeszcze bardziej. Uroczemu przekomarzaniu się nie ma końca ;-). Licytują się i licytują aż… Mały Zając usypia. Duży Zając wtedy dopiero ma „ostatnie słowo”. W jaki sposób można najbardziej wyrazić swoją miłość? O tym przeczytacie w ostatnim zdaniu książki. Słodka opowiastka ucząca miłości i pomagająca dziecku w wyrażaniu i werbalizowaniu swoich uczuć. Rodzinna, domowa i pełna ciepła. Idealna dla małego czytelnika rozpoczynającego swą przygodę w świecie literatury. Dla mojej córki (5 lat) okazała się nieco infantylna, ale i tak wysłuchała lektury z przyjemnością.
    Są też inne książeczki z tej serii. Polecam młodszym dzieciom. Tak od 2 do 4 lat. Starszym oczywiście też, jak mają ochotę przeczytać/posłuchać.

    Moja ocena: 4,5/6

    Pozdrawiam,



    UPDATE:
    Musiałam edytować ten post, bo dostję wiele e-maili odnośniej powyższej książeczki. "Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham" wypożyczyłam z biblioteki, więc nie mogę jej odstąpić ani sprzedać.
    Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...